sobota, 9 sierpnia 2014

Lillehammer

Dzisiejszy dzień przeznaczony był na relaks i zwiedzanie Lillehammer. Po dość wczesnej pobudce, zjedzonym śniadaniu, kąpieli i zrobionym praniu wybraliśmy się zwiedzić Lillehammer. Miasto znane głównie z Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 1994 nie jest miastem dużym. Przejście całego na pieszo nie sprawiło nam większego problemu.
Po południu wróciliśmy do namiotu, przebraliśmy się w stroje kąpielowe i poszliśmy poleżeć na plaży.
Jutro będziemy łapać stopa w kierunku Polski. Ciekawe ile dni potrzebujemy na powrót?

Jesteśmy bardzo zadowoleni z całej podróży, z tego co zobaczyliśmy i przeżyliśmy. Jedynie żałujemy, że nie możemy jechać na Lofoty,  jednak odległości i koszty życia są zbyt duże. Kiedyś jeszcze tu wrócimy ☺

Zdjęcia jutro.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Oppdal

Kolejny dzień był przeznaczony na wędrówkę po górach. Z Torem umówiliśmy się na śniadanie o godzinie 8.00, gdyż musiał on gdzieś jechać na godzinę 9.00. Ruszyliśmy razem z nim samochodem i wysiedliśmy przy informacji turystycznej. Tam zapytaliśmy o drogę i wzięliśmy mapę okolicy.

Celem tego dnia było zdobycie Allmanberget 1342 m:


Droga była bardzo przyjemna, deszcz nie padał i podejście nie było bardzo strome. Dopiero przy szczycie było ciężej,  ale daliśmy radę i weszliśmy na szczyt. Radość była ogromna, a widok z góry oszałamiający.
Po powrocie do domu wykąpaliśmy się i o godzinie 18.00 zjedliśmy obiadokolacje razem z znajomym naszego gospodarza. Znajomy pochodzi z Portugalii. 

Dzisiaj idziemy łapać stopa do Lillehammer. 












W drodze do Oppdal

Złapanie stopa z Trondheim nie było proste. Trondheim opuściliśmy za pomocą autobusu miejskiego,  którym dojechaliśmy aż do Malhus, gdzie po wyjściu z autobusu poszliśmy do centrum handlowego, żeby schować się przed ciągle padającym deszczem. Przeczekaliśmy godzinę i poszliśmy łapać auto w kierunku Oppdal. Dzień nie należał do najszczesliwszych, gdyż po chwili rozpadało się ponownie i zmokliśmy dość mocno. Jednak udało się łapiemy stopa,  który przewozi nas kilka kilometrów dalej w miejsce pod daszkiem. Ciągle padający deszcz nie ułatwia złapania stopa, po 2h udaje się i jedziemy z polką sporą część drogi. W międzyczasie zaoferowała nam nocleg,  gdyby nie udało się nam nic złapać. Szybka wymiana kontaktów i łapiemy kolejnego stopa. Główna droga,  dużo samochodów, ale idzie bardzo ciężko. Nagle zatrzymuje się samochód, starszy pan wracający z Trondheim zabiera nas bezpośrednio do Oppdal. W trakcie jazdy pyta gdzie będziemy spać więc mówimy,  że pole namiotowe w Oppdal. Mówi,  że zawiezie nas tam. Będąc w Oppdal, zawozi nas w okolice stadionu i mówi,  że kiedyś tu było pole namiotowe,  ale chyba już nie ma. Po chwili mówi, czy jeśli zaoferował by nam łóżko,  ciepły prysznic i śniadanie to czy przyjmujemy ofertę. Bez ani chwili wahania przyjmujemy ofertę.
Tor, bo tak na imię temu 75 letniemu norwegowi, mieszka sam w bardzo dużym domu,  gdzie daje nam czystą pościel, dwa łóżka, a wieczorem szykuje gorąca kolacje. Po kolacji pokazujemy fotki z podróży i koło 24 idziemy spać.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Trondheim... nudy.

Dzisiejszy dzień spędziliśmy spacerując po Trondheim. Miasto znacznie większe od większości miast w Norwegii, jednak na tyle małe że główne atrakcje obeszliśmy. Miasto ładne ale nie ma co tu robić, dlatego że zdecydowaliśmy,  że jutro jedziemy do Oppdal,gdzie spędzimy dzień chodząc po górach. Także jutro i pojutrze Oppdal,  a następnie jedziemy do Lillehamer.





Droga do Trondheim

Planem na kolejny dzień było dostanie się z Alesund do Trondheim. Dystans do pokonania około godziny 300 km, planowany czas dojazdu dwa dni.
Gdy wstalismy rano w mieszkaniu Łukasza, dopakowaliśmy nasze plecaki, zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy łapać stopa, była to godzina 10. Łapanie stopa szlo nam dość kiepsko, przesuwaliśmy się bardzo powoli,  ale ciągle do przodu. Na trasie do Trondheim mieliśmy do pokonania dwa fjordy za pomocą promu, na pierwszym zapłacił za nas nasz kierowca,  na drugim chyba już nam odpuścili widząc zmęczonych ludzi. Po zejściu z drugiego promu była godzina 20.00. Widząc zbliżający się deszcz, przed którym udało nam się uciekać zdecydowaliśmy, że idziemy zapytać o nocleg do kościoła,  który widać było w oddali. Idąc próbowaliśmy łapać stopa i udało się! Jakie było nasze szczęście gdy kierowca busa transportowego powiedział ze może zabrać nas do Trondheim,  ale niestety musimy jechać na pace, bo jedno siedzenie było zajęte. I tak do Trondheim dojechaliśmy na pace samochodu dostawczego. Wieczorem dotarliśmy do chłopaka - francuza, który nas przenocuje najprawdopodobniej do czwartku.







Dwa dni w Alesund

Do Alesund ze Stryn udało nam się dotrzeć bardzo szybko z bardzo małą ilością przesiadek. W Alesund byliśmy około godziny 15.00. Nasz kierowca wysadził nas przy McDonald's gdzie zjedliśmy obiad, sprawdziliśmy pocztę i powysyłaliśmy prośby o nocleg. Z McDonald's udaliśmy się w poszukiwaniu miejsca na postawienie namiotu za darmo. Niestety nie znaleźliśmy nic, więc zdecydowaliśmy się pójść na pole namiotowe. Tam mieliśmy szczęście, gdyż ze względu na brzydką pogodę zapłaciliśmy 80 koron, a nie 120. Po rozbiciu namiotu nic nie robiliśmy juz do końca dnia. Poznaliśmy dwie portugalki jadące autostopem po Norwegii,  dwóch rowerzystów z polski jadących rowerami przez Norwegie oraz jednego niemca podróżującego w ten sam sposób. Ze wszystkimi trochę porozmawialismy i poszliśmy spać.

2 DZIEŃ W ALESUND

Drugi dzień rozpoczął się od względnie ładnej pogody,  która szybko przemieniła się w deszcz. Po myciu, śniadaniu, poszliśmy zwiedzić Alesund. Miasteczko ładne,  jednak więcej niż jeden dzień przy takiej pogodzie nie było by co robić.
Wracając na pole namiotowe, dostajemy smsa: "Witam, czy wciąż szukacie noclegu w Alesund?  Mogę was przenocować jedną noc". My nie czekając długo poszliśmy spakować namiot i plecaki, a po chwili jechaliśmy już z Łukaszem, bo tak się nazywał nadawca smsa do jego mieszkania pod Alesund. Zjedliśmy wspólnie obiad, poszliśmy wykąpać się w fjordzie i wieczorem pogadaliśmy o wszystkim i o niczym. Bardzo miło spędzony wieczór i bardzo duża pomoc ze strony Łukasza,  gdyż mogliśmy przenocować w suchym miejscu i zrobić duże pranie, jesteśmy bardzo wdzięczni ☺.

Tak wyglądały nasze dwa dni w Alesund.







piątek, 1 sierpnia 2014

Stryn i lodowce.


Łapanie stopa w dniu dzisiejszym z Forde do Stryn poszło nam niezwykle sprawnie. Większą część malowniczej drogi przez gòry, fiordy, jeziora zawdzięczamy przesympatycznej parze nowożeńców. U celu byliśmy już o godzinie 14.
Niestety nie udało nam się znaleźć dobrego miejsca na dziko ;) i zmuszeni byliśmy rozbić się na polu namiotowym. Po szybkim obiedzie (tęsknimy bardzo za obiadkami u naszych mam, schabowy i naleśniki by weszły) postanowiliśmy wybrać się na pobliskie lodowce (30km) oczywiście też stopem. Ze Stryn do Oden dojechaliśmy z parą Słowaków,  nastepnie spacerek.... chodź do lodowca około 10 km.  Jednak się nie poddajemy i po dłużej chwili zatrzymuje się przemiła Norweszka.  Po krótkiej konwersacji, zdążyliśmy się dowiedzieć ze jej sąsiadem jest Polak, Norweszka odbija w prawo a my idziemy dalej. Przepiękne widoki i kolejna podwózka z Norwegiem. Pozostaje nam 7 km,  nie poddajemy się i podążamy w stronę jęzoru lodowca. Nadjeżdza kolejny samochód... to Polak o którym usłyszeliśmy od Norweszki. Przesympatyczny Wojtek postanowił nam pomóc i zawieźć nas do 2 lodowców. To był bardzo ciekawy i intensywny dzień, czas na sen.
Jutro ruszamy ku Alesund.

Serdeczne pozdrowienia dla Wojtka, życzymy powodzenia przy kolejnej wyprawie na ośmiotysięcznik ☺