czwartek, 7 sierpnia 2014

W drodze do Oppdal

Złapanie stopa z Trondheim nie było proste. Trondheim opuściliśmy za pomocą autobusu miejskiego,  którym dojechaliśmy aż do Malhus, gdzie po wyjściu z autobusu poszliśmy do centrum handlowego, żeby schować się przed ciągle padającym deszczem. Przeczekaliśmy godzinę i poszliśmy łapać auto w kierunku Oppdal. Dzień nie należał do najszczesliwszych, gdyż po chwili rozpadało się ponownie i zmokliśmy dość mocno. Jednak udało się łapiemy stopa,  który przewozi nas kilka kilometrów dalej w miejsce pod daszkiem. Ciągle padający deszcz nie ułatwia złapania stopa, po 2h udaje się i jedziemy z polką sporą część drogi. W międzyczasie zaoferowała nam nocleg,  gdyby nie udało się nam nic złapać. Szybka wymiana kontaktów i łapiemy kolejnego stopa. Główna droga,  dużo samochodów, ale idzie bardzo ciężko. Nagle zatrzymuje się samochód, starszy pan wracający z Trondheim zabiera nas bezpośrednio do Oppdal. W trakcie jazdy pyta gdzie będziemy spać więc mówimy,  że pole namiotowe w Oppdal. Mówi,  że zawiezie nas tam. Będąc w Oppdal, zawozi nas w okolice stadionu i mówi,  że kiedyś tu było pole namiotowe,  ale chyba już nie ma. Po chwili mówi, czy jeśli zaoferował by nam łóżko,  ciepły prysznic i śniadanie to czy przyjmujemy ofertę. Bez ani chwili wahania przyjmujemy ofertę.
Tor, bo tak na imię temu 75 letniemu norwegowi, mieszka sam w bardzo dużym domu,  gdzie daje nam czystą pościel, dwa łóżka, a wieczorem szykuje gorąca kolacje. Po kolacji pokazujemy fotki z podróży i koło 24 idziemy spać.