Niestety nie udało nam się znaleźć dobrego miejsca na dziko ;) i zmuszeni byliśmy rozbić się na polu namiotowym. Po szybkim obiedzie (tęsknimy bardzo za obiadkami u naszych mam, schabowy i naleśniki by weszły) postanowiliśmy wybrać się na pobliskie lodowce (30km) oczywiście też stopem. Ze Stryn do Oden dojechaliśmy z parą Słowaków, nastepnie spacerek.... chodź do lodowca około 10 km. Jednak się nie poddajemy i po dłużej chwili zatrzymuje się przemiła Norweszka. Po krótkiej konwersacji, zdążyliśmy się dowiedzieć ze jej sąsiadem jest Polak, Norweszka odbija w prawo a my idziemy dalej. Przepiękne widoki i kolejna podwózka z Norwegiem. Pozostaje nam 7 km, nie poddajemy się i podążamy w stronę jęzoru lodowca. Nadjeżdza kolejny samochód... to Polak o którym usłyszeliśmy od Norweszki. Przesympatyczny Wojtek postanowił nam pomóc i zawieźć nas do 2 lodowców. To był bardzo ciekawy i intensywny dzień, czas na sen.
Jutro ruszamy ku Alesund.
Serdeczne pozdrowienia dla Wojtka, życzymy powodzenia przy kolejnej wyprawie na ośmiotysięcznik ☺
.jpg)
.jpg)


.jpg)
.jpg)
.jpg)